Szukaj na tym blogu

wtorek, 30 lipca 2013

Prozą w życie

O zwykłych ludziach


O rzeczywistości, o codziennym życiu, w sposób prosty, bez ubarwiania, o szarych ludziach i ich marzeniach, o czekaniu na...
Tę problematykę Marek Hłasko uczynił tematem opowiadania Ósmy dzień tygodnia. Narracja ta jest historią o miłości i nadziei. O uczuciach wydawać by się mogło pozytywnych. Jednakże osadzenie opowieści w czasach beznadziei, bezsilności, w powojennej Warszawie pozbawionej kolorów, sprawia, że ogólny wydźwięk opowiadania jest tragiczny, po prostu smutny. Hłasko szkicuje przerażający świat PRL-u, w którym dominuje narzekanie, szarość i ciasnota. Autor nie pozostawia żadnych złudzeń. Ukazuje jednak moc ludzi żyjących w tamtych czasach. Bohaterowie mieli siłę, żeby wierzyć, marzyć i śnić o czymś lepszym. Z nadzieją spoglądali w przyszłość, czekając na ów tytułowy ósmy dzień. Tragedia jednak tkwi w tym, że czytelnik zdaję sobie sprawę, iż ten wyczekiwany moment nigdy nie nadejdzie...Jeden z bohaterów powiedział: Żadna metafora nie zagra. Nie chcę już więcej kochać, cierpieć, czekać ani wierzyć w rzeczy, których nie potwierdza życie. Opowiadanie typowe dla Hłaski- smutne, ale jednocześnie piękne, jeśli można to w ten sposób nazwać. Podsumuję je następującymi słowami: Pogoń za szczęściem się kończy. Zawsze bezcelowa, ale dla której warto poświęcić życie.







środa, 24 lipca 2013

Poziom istotności

By spytać siebie 'mieć' czy 'być'...


Otóż to. Coraz częściej da się słyszeć głosy mówiące, że być przestaje cokolwiek znaczyć. 
Doprawdy? Niestety, żyjemy w czasach, w których pogoń za pieniądzem, staje się dla wielu głównym celem. Oprócz tego zmorą współczesnego świata jest ogólny brak czasu. Ten deficyt minuto-godzin i nacisk na zrobienie kariery może okazać się tragiczny w skutkach. Dla sprostowania i właściwego zrozumienia moich intencji, od razu podkreślę, że jestem jak najbardziej ZA rozwojem, doceniam również osoby zdolne, ambitne i twórcze. Jednakże uważam, iż należy zachować pomiędzy wszystkim odpowiednie proporcje, ponieważ właśnie w ich zachowaniu tkwi główny problem. Czytałam ostatnio artykuł dotyczący tego, że rodzice poświęcają coraz mniej czasu swoim dzieciom. Powodem jest chęć zapewnienia dziecku jak najlepszych warunków materialnych. Jednak jakim kosztem? Czy życie w luksusie jest tego warte? A może wystarczyłby po prostu przeciętny standard i pokazanie młodemu człowiekowi także wartości pozamaterialnych? Zdaję sobie sprawę, że pieniądze są potrzebne i to bardzo. Bez nich bowiem nie da się żyć i często nie można realizować swoich marzeń, jednak jak powszechnie wiadomo- one szczęścia nie dają. Dlatego należy zachować zdrowy rozsądek i umiar. Właściwie tylko tyle. A może aż tyle?





poniedziałek, 22 lipca 2013

Obraz upadku ich czasów

Kontra kultura współczesna


W marcu tego roku minęła trzydziesta rocznica śmierci Hanny Malewskiej, którą Halina Bortnowska wspomina w ten sposób: Była osobowością tak potężną, że jeszcze dzisiaj niechętnie się jej przeciwstawiam. Ale to nasz obowiązek, łatwiej przypomnieć dzieło, gdy się pokaże człowieka, który za tym dziełem stoi. Hanna Malawska była autorką powieści historycznych. Należy, moim zdaniem, do grona najwybitniejszych polskich twórców XX wieku. Niestety, jest dziś pisarką nieco zapomnianą, nad czym bardzo ubolewam. Uważam bowiem, że jej powieść Przemija postać świata można uznać za dzieło epokowe. Książka ukazuje czasy panowania Cezarów, okres walk, które toczyło Cesarstwo Rzymskie, przedstawia także schyłek Imperium. Na tym tle ukazana została ówczesna sytuacja polityczna, kulturowa, społeczna i religijna. Dzieło bywa przez niektórych nazywane rywalem sienkiewiczowskiej powieści Quo vadis. Zofia Starowieyska-Morstinowa w przedmowie do książki w następujący sposób określiła VI wiek, na którym skupiła się Hanna Malewska: A prawda owych czasów piękna nie jest. Sprawdza się tu powiedzenie, że śmierć cywilizacji może być jeszcze bardziej odrażająca niż śmierć człowieka.
Jednak ogólny wydźwięk powieści jest pozytywny. Autorka co prawda ukazuje śmierć kultury starożytnej, ale wskazuje także na odrodzenie, rozkwit czegoś nowego. Ta wizja literacka daje czytelnikowi nadzieję. Nadzieję na odrodzenie w każdej sferze życia, bo jak mawiała sama pisarka są dwie szachownice, ludzka i Boża, i bardzo różne na nich sukcesy i porażki.





niedziela, 21 lipca 2013

'(...)ale jak ja ją opowiem, to już moja sprawa'

Literacko o sobie


Książki warto pisać tylko wtedy, jeśli przekroczy się ostatnią granicę wstydu. Pisanie jest rzeczą bardziej intymną od łóżka, przynajmniej dla mnie. Tak Marek Hłasko pisał w autobiografii Piękni dwudziestoletni, która często jest określana mianem literackiej autokreacji. Jednak muszę podkreślić, że sam autor uważał ją bardziej za parodię niż swoją biografię. 
Książkę tworzy siedem rozdziałów, z których każdy jest konkretną opowieścią z życia pisarza. Mimo to, sądzę, iż nie należy jej traktować jako pozycji stricte autobiograficznej. Nie mam jednak wątpliwości, co do tego, że zbiór tych opowiadań, stał się plastyczną, wielobarwną historią, za sprawą której, w pamięci czytelnika przechowywane są mity dotyczące twórcy i polskiej rzeczywistości lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Moim zdaniem, dzieje się tak, ponieważ w trakcie lektury, trudno wyczuć, kiedy autora ponosi wyobraźnia. Hłasko stwierdził, że: Życie, które mi dano, jest tylko opowieścią, ale jak ja ją opowiem, to już moja sprawa. Właściwie nie wiadomo, co jest prawdą, a co po prostu fikcją literacką. Autor opisuje swoje życie w kraju i poza jego granicami, pisze o ludziach, których spotykał na swojej drodze, operuje nazwiskami, robi to z właściwą sobie odrobiną cynizmu, ironii i bezpośredniości. Po prostu Marek Hłasko.
Na koniec zacytuję jeszcze bohatera dzisiejszego wpisu:

No i jacyż oni są, ci dwudziestoletni ludzie, którzy przegrali już wszystko, zrezygnowali ze wszystkiego i biernie oczekują na dalsze ciemne i niepotrzebne życie. Tragiczni czy komiczni? Może jedno i drugie? Oni są słabi; nie tragiczni i nie śmieszni, tylko tragicznie, przeraźliwie słabi. Pokolenie potrzebuje wapna i fosforu; tranu i witamin. Trzeba wzmocnić ich kręgosłupy, mięśnie i głowy. Trzeba im powiedzieć, że nie przeżyli jeszcze niczego, a wszystko, co najszczerzej wycierpieli do tej pory, może okazać się niczym w porównaniu do tego, co danym im będzie jeszcze przeżyć. Trzeba to pokolenie smutnych i rozpieszczonych dzieci, które utraciły wiarę w bociana, przygotować do życia – oni nie są przygotowani. 
(Marek Hłasko)



A dla kontrastu:

sobota, 20 lipca 2013

To było bajeczne lato!

Powieść o...


Wróciłam dziś do książki, która urzekła mnie dokładnie dwa lata temu. Miałam do niej sceptyczne podejście. Być może wynikało ono z zamieszania wokół jej autora, które związane było z przyznaniem mu literackiej Nagrody Nobla. Jednak zwątpienie okazało się zupełnie niepotrzebne i bezpodstawne. Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, nie są ckliwym czytadłem, mimo że to historia miłosna. Mario Vargas Llosa przedstawia opowieść dość nieprawdopodobną, ale ostatecznie przekonuje swego czytelnika.
Powieść fascynuje i zaskakuje, jest bardzo ciekawie skomponowana. Według mnie na szczególną uwagę zasługuje narracja. Autor mistrzowsko nakreślił portret kobiety fatalnej. Kobiety, o której marzy każdy mężczyzna, ale jak się okazuje, spotkanie takiej femme fatale może być zgubne w skutkach.
Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki to historia pewnej miłości, od której człowiek nie jest w stanie się uwolnić, pomimo jej destrukcyjnego wpływu. Miłość ta staje się nałogiem. Jest uzależnieniem i obłędem, raz daje nadzieje, innym razem ją odbiera, ukazyjąc tym samym bezcelowość życia.
Sam autor w następujący sposób charakteryzuje swoje dziełeo: To studium miłości odciętej od całej mitologii romantycznej (...) Mieści się w niej wiele, wszystko co jest związane z naturą człowieka: instynkt, seks, namiętność, także ta duchowa, fantazmaty, które kształtują nasze relacje, czynią nas lepszymi czy gorszymi ludźmi.
Zachęcam do przeczytania!!!


Przez te dwa lata przekonałem się, że przynajmniej w moim wypadku nie jest prawdą, iż miłość wyciera się, ubożeje lub gaśnie od długiego użycia. Moja miłość rosła każdego dnia.
(Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki )